piątek, 30 września 2016

Recenzja: "Gałęziste"

Tytuł: "Gałęziste"
Autor: Artur Urbanowicz
Liczba stron: 462
Wydawnictwo: Novae Res
Cena rynkowa: 38 zł
Polska premiera: 2015
Opis wydawcy:



"Nie wierz w nic, co widzisz, słyszysz... i w co do tej pory wierzyłeś...

Jest taki dom, w którym nie chciałbyś spędzić nocy. Z jakiegoś powodu ciemność w nim jest inna. Jeszcze bardziej złowroga niż gdziekolwiek indziej...

Jest takie jezioro, w którym mieszkają nieumarli. Ich przewaga nad Tobą jest prosta – oni nie potrzebują nabierać powietrza...

Jest taki demon, o istnieniu którego wolałbyś nie wiedzieć. Niematerialne uosobienie zła, przed którym nie sposób uciec...

Jest takie miejsce, w którym mieści się ten dom. Miejsce, w sercu którego kryje się też to jezioro i w którym ten demon był od zawsze. To las. Las, w którym za nic w świecie nie chciałbyś się zgubić. Gdy już raz do niego wejdziesz, nie pozwoli Ci wyjść...

Jest taka historia, której nie chciałbyś poznać. Opowieść, która Cię zaintryguje, zaskoczy i przerazi do szpiku kości. Thriller na baśniowych ziemiach Suwalszczyzny.

Odważysz się?"






Rozrywka w otoczeniu upiornego lasu


Artur Urbanowicz jest matematykiem, informatykiem i wykładowcą na Uniwersytecie Gdańskim. "Gałęziste" to jego powieściowy debiut, który od momentu ukazania się na rynku przyciągał moją uwagę klimatyczną, elegancką okładką, opisem zapowiadającym mrożącą krew w żyłach, malowniczą opowieść i nawiązaniem do słowiańskiej mitologii. Ponieważ wręcz uwielbiam horrory i thrillery, zarówno te bardzo brutalne i obrazoburcze, jak i te stawiające głównie na klimat oraz stopniowo budowane napięcie, bardzo ucieszyłam się z możliwości zapoznania się z tą książką. Miałam nadzieję, że lektura spełni moje oczekiwania i niejednokrotnie zjeży mi włos na głowie, udowadniając, że treść jest równie znakomita, co jej oprawa wizualna. Co otrzymałam? Czy przedstawiona przez Urbanowicza opowieść wciągnęła mnie i zadowoliła mój czytelniczy apetyt na dobrą, emocjonującą grozę?

"Gałęziste" to historia pary studentów, która, chcąc odratować swój związek, wyjeżdża z Warszawy na tereny Suwalszczyzny. Ich wyprawa obfituje jednak w liczne problemy i wypadki. Tomasz jest cukrzykiem i prawie powoduje wypadek na drodze. Karolina (jego dziewczyna) usiłuje zachować stalowe nerwy i, nawet otrzymując wiadomość o konieczności zmiany zarezerwowanego na czas pobytu lokum, nie stracić wiary w możliwość miłego spędzenia wspólnego czasu. Niestety, nowe miejsce wypoczynku od samego początku nie wydaje się być zbyt przyjemne. Mieszkająca tam starsza pani właśnie straciła męża i bywa opryskliwa, leśna głusza zdaje się być niebezpieczna, dodatkowo relacja uczuciowa naszych głównych bohaterów może być poważnie zagrożona, bo na miejscu spotykają bardzo atrakcyjną, młodą kobietę. Jakby tego było mało, Tomek zdecydowanie nie należy do spontanicznych osób, więc to Karolina musi przejąć na siebie większą część odpowiedzialności i wykazywać się inicjatywą. Młodzi ludzie bardzo często też się kłócą, a ich poglądy religijne są skrajnie różne. Co dokładnie spotka Tomasza i Karolinę? Czy ich związek przetrwa? Jakie tajemnice skrywa otoczona lasem wieś? Jeżeli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania - sięgnijcie po powieść Artura Urbanowicza.       

Główni bohaterowie "Gałęzistego" są bardzo dokładnie i wiarygodnie wykreowani. Czytelnik ma okazję poznać ich poglądy, zainteresowania, charakterystyczny sposób odbierania rzeczywistości i dowiedzieć się zarówno o tym, jak czują się w swojej relacji, jak i w relacjach ze swoimi rodzinami. Tomasz i jego dziewczyna zostali ze sobą zestawieni trochę na zasadzie kontrastu, a jako że przechodzą kryzys w związku, dzielące ich różnice są bardzo mocno akcentowane. Konserwatywna, religijna, ale bardzo wyrozumiała, otwarta na nowych ludzi i doświadczenia Karolina jest studentką psychologii, często wykazuje się empatią, bywa odrobinę naiwna, ale w kryzysowych momentach potrafi zachować zimną krew. Tomek to z kolei ateista, student matematyki i trochę zrzędliwy, ciężki towarzysz podróży, bo raczej za nimi nie przepada. Wysyłająca mu dość dwuznaczne sygnały Natalia intryguje czytelnika swoją zagadkowością. Portrety psychologiczne wszystkich postaci wypadają dość dobrze.   

Opowieść łączy w sobie elementy horroru, thrillera i powieści obyczajowej. Akcja na początku rozwija się powoli, by w pewnym momencie przyspieszyć i praktycznie wessać odbiorcę w wir szybko toczących się wydarzeń. Bywa nieprzewidywalna i potrafi zmrozić krew w żyłach. W "Gałęzistym" znajduje się bardzo dużo szczegółowych, synestezyjnych i sensualnych opisów, które świetnie budują klimat. Większość z nich dość mocno oddziałuje na zmysły odbiorcy, tworzy odpowiedni nastrój grozy i stanowi jeden z głównych atutów tej historii. Zdarzają się jednak te odrobinę zbyt długie i dokładne, które mogą odrobinę męczyć, wytrącając czytelnika z rytmu. Język jest prosty i bardzo przystępny, ale jednocześnie barwny i dobrze dopasowany do poszczególnych postaci. Znajdzie się tu trochę kolokwializmów i wulgaryzmów, ale w moim odczuciu dobrze odwzorowują one sposób wysławiania się większości studentów. Miłym dodatkiem jest odrobina dość pikantnej erotyki i słowiańskie nawiązania.

"Gałęziste" to świetna, bardzo nastrojowa i sprawnie napisana powieść, która spełniła moje oczekiwania i niejednokrotnie zmroziła mi krew w żyłach. Moim zdaniem niewiele jej brakuje do wręcz idealnego debiutu.



Polecam: wielbicielom klimatycznych, oddziałujących na zmysły powieści grozy.

Nie polecam: czytelnikom, którym przeszkadza liczna obecność dość szczegółowych opisów. 





Moja ocena:


8.5/10,        5








Za książkę dziękuję Autorowi i wydawnictwu Novae Res




niedziela, 25 września 2016

Antologia "Krwawnik 2" z moim opowiadaniem

Tytuł: "Krwawnik 2. Opowiadania z pozornie martwej strefy"
Gatunek: horror
Opis wydawcy:


"Osiemnastu jeźdźców przybywa, żeby przynieść ze sobą grozę. 
Tę prawdziwą, czystą grozę, której pragniecie.
Horror wdzierający się w życiu gwałtem, bądź też wsączający się w nie niepostrzeżenie.
Tutaj to, co klasyczne miesza się z nowoczesnością, czysty strach łączy z humorem, a śmierć - albo coś o wiele gorszego - czai się na każdej stronie.
Osiemnastu autorów.
Szesnaście opowieści.
I jeden komiks.
Groza nie ma tylko jednej formy. Czy odważysz się poznać je wszystkie?"

Michał P. Lipka


"Witaj drogi czytelniku przed Tobą Krwawnik 2, czyli antologia z Pozornie martwej strefy. Opowiadania, które znajdują się w tym zbiorze zostały wybrane przez redakcję serwisu kostnica.com.pl. Każdy mógł napisać opowiadanie i wysłać je do nas – z nadesłanych wybraliśmy naszym zdaniem najlepsze.
Podobnie jak w pierwszej części przed Tobą autorzy bardziej lub mniej rozpoznawalni, lecz wszystkich jednoczy miłość do grozy, a dzięki niej możemy się cieszyć przerażającymi historiami, które zrodziły się w ich głowach.
Pamiętaj jednak, że nie nakładaliśmy na autorów żadnych ograniczeń i pozostawiliśmy im wolną rękę. Opowiadania, które stworzyli mogą przerazić, wywołując niekończący się strach, który na długo pozostanie w Twojej pamięci.
Dodatkowo Krwawnik 2 został wzbogacony o komiks, który pozostawiamy Tobie na deser."








Miło mi poinformować, że 27 września ma miejsce oficjalna premiera antologii "Krwawnik 2" z moim opowiadaniem pt. "Przebiśniegi". To moja druga papierowa publikacja. Wszystkich miłośników horrorów gorąco zachęcam do nabycia i przeczytania książki. Można ją kupić tutaj: 






W antologii znajdziecie teksty takich autorów jak:
Piotr Borowiec
Krzysztof T. Dąbrowski 
Flora Woźnica
Maciej Kaźmierczak
Paulina J. Król
Maciej Szymczak 
Patryk Hirsekorn
Tomasz Czarny
Norbert Góra
Łukasz Radecki
Dagmara Adwentowska
Tomasz Mordum X Siwiec
Piotr Ferens 
Marek Ścieszek
Tomasz Kępiński 
Grzegorz Kopiec
Michał P. Lipka,  
Agnieszka Przybysz 

(komiks) 







środa, 14 września 2016

Recenzja: "Transmisja"

Tytuł: "Transmisja"
Autor: Marcin Strzyżewski
Liczba stron: 491
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cena rynkowa: 36, 90 zł
Polska premiera: luty 2016
Opis wydawcy:



"Na Stany Zjednoczone Ameryki Północnej spadły dziesiątki pocisków z głowicami atomowymi. Wszystkie metropolie zamieniły się w oceany gruzów, a na ruinach cywilizacji zaczęło wyrastać nowe, dzikie i bezwzględne pokolenie ludzi. Na teren Strefy Zakazanej Ameryki Północnej, 70 lat po wojnie atomowej, przybywa Timur Denikin, reporter portalu internetowego, opisujący mieszkańcom niedotkniętej zagładą Azji i Europy życie za oceanem. Droga, którą ma do przebycia, prowadzi z Vancouver do San Francisco. Nie wszystko jednak rozegra się zgodnie z planem.

Co odkryje Timur podczas swojej podróży? Czego cywilizowane rządy nie mówią obywatelom o Strefie? Jakie miejsce dla Timura przeznaczyły one w swojej wielkiej grze?

"Transmisja" to brudna i ponura wizja ludzkości żyjącej po obu stronach granicy Strefy Zakazanej."






Technologiczna zagłada


"Transmisja" to druga książka Marcina Strzyżewskiego - dziennikarza serwisu internetowego gry.onet.pl i absolwenta filologii rosyjskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, który zadebiutował powieścią "Dziewiąte życie czarnoksiężnika". Ponieważ tym razem autor postanowił podjąć się tematyki post-apokaliptycznej i zapowiedź przedstawionej przez niego historii wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, rozpoczęłam jej lekturę z optymizmem, ale i dość sporymi wymaganiami. Miałam nadzieję, że zaprezentowana przez niego wizja kontynentu po katastrofie nuklearnej będzie oryginalna, a fabuła pełna niespodziewanych zwrotów akcji i naturalistycznych scen. Co otrzymałam? Czy wykreowana przez Strzyżewskiego opowieść spełniła moje oczekiwania i zaspokoiła mój czytelniczy apetyt?

Powieść Marcina Strzyżewskiego skupia się na losach dziennikarza - Timura Denikina, który w ramach swojej działalności zawodowej przybywa na tereny zniszczonej przez pociski atomowe Ameryki Północnej. Zamieszkała tam ludność musiała dostosować się do ciężkich warunków. Przetrwali nieliczni, ludzie stworzyli nowe normy i reguły zdobywania dóbr, pracy i codziennego życia. Prymitywne warunki funkcjonowania przełożyły się na powstawanie sytuacji rodem sprzed okresu średniowiecza. Najważniejsze stało się zaspokajanie swoich podstawowych potrzeb, społeczności zaczęły przypominać stada zwierząt, które kierują się popędami i instynktami. Okrucieństwo, wyzysk i władza najsilniejszych zdominowały życie w tej zapomnianej sferze. To i wiele więcej ma za zadanie opisać Timur, nie wszystko jednak idzie po jego myśli i wkrótce sam doświadcza losu opisywanych przez siebie nieszczęśników. W jakie i czyje sprawy zostanie uwikłany Tim? Czy uda mu się przetrwać? Co może wydarzyć się na terenach zniszczonych przez głowice atomowe? Jeżeli ciekawią Was odpowiedzi na te pytania - sięgnijcie po "Transmisję".

Główny bohater historii stworzonej przez Strzyżewskiego to zaradna, ambitna i sprytna postać, która wzbudza sympatię czytelnika. Ma jednak typowo ludzkie słabości i motywacje, daleko mu więc do sztucznego, wyidealizowanego wytworu bądź stereotypowego macho. Społeczność zamieszkująca zniszczone tereny Ameryki potrafi być odrażająca i stanowi świetny kontrast dla znanych wcześniej Timowi ludzi, wzbudza w odbiorcy więcej emocji i staje się źródłem licznych, zaskakujących, niekorzystnych dla Tima wydarzeń, przez co ten wkrótce musi porzucić swoje ideały na rzecz przetrwania i zmierzyć się z problemami niewystępującymi w cywilizowanym świecie.

Akcja "Transmisji" na początku toczy się w miarę spokojnym rytmem, by wraz z rozwojem historii przyśpieszyć i pod jej koniec osiągnąć niemalże zawrotne tempo. Przyznaję, że rozpoczynając lekturę miałam lekkie problemy z wciągnięciem się w nią, ale z każdą kolejną stroną opowieść intrygowała mnie coraz bardziej. Częściowo jest to spowodowane zapewne tym, że największe i najbardziej mrożące krew w żyłach przygody Tima mają miejsce w dalszej części powieści. Bardzo mile zaskoczyło mnie zakończenie i ogólna refleksja nad skutkami nadmiernego postępu technologicznego oraz politycznej przemocy. Trzecioosobowa narracja, przystępny język i przerywniki w postaci artykułów napisanych przez Timura umilały mi czytanie. Trochę zwrotów fabularnych mnie zaskoczyło, a obecność mocnych, naturalistycznych, ale nieprzesadzonych scen zapewniła wiele intensywnych wrażeń. Dialogi i relacje między bohaterami wypadły wiarygodnie. Choć opowieść nie jest może wybitnie oryginalna, została bardzo sprawnie skonstruowana, zmusza odbiorcę do refleksji i przy okazji zapewnia mnóstwo rozrywki.

"Transmisja" to bardzo dobra, mocna powieść postapokaliptyczna, której zakończenie mile mnie zaskoczyło. Możliwe, że kiedyś do niej wrócę. Chętnie zapoznałabym się z jej ewentualną kontynuacją.


Polecam: miłośnikom tematyki postapokaliptycznej, naturalistycznych opisów i zaskakujących zwrotów akcji.

Nie polecam: czytelnikom poszukującym delikatnej powieści, wszystkim nadwrażliwym na obecność brutalnych scen.





Moja ocena:


8.5/10,        5-


  



                  


  Za książkę dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona














sobota, 6 sierpnia 2016

Recenzja: "Adept"

Tytuł: "Adept"
Autor: Adam Przechrzta
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cena rynkowa: 39, 90 zł
Polska premiera: 13 kwietnia 2016
Opis wydawcy:



"Warszawa początek dwudziestego wieku.
W środku miasta pojawia się enklawa, jej rozrost może powstrzymać jedynie mur nabity srebrnymi prętami. Nikt nie wie, skąd się wzięła, dlaczego zmienia się tam układ ulic i wygląd kamienic. Identyczne strefy znajdują się w Moskwie i Petersburgu. Pozornie normalne życie tuż obok emanacji wynaturzonego świata pełnego stworzeń rodem z mrocznych legend. Do strefy zapuszczają się jedynie carskie patrole i alchemicy w poszukiwaniu składników do swoich eksperymentalnych leków. Polski alchemik Olaf Rudnicki oraz oficer elitarnej carskiej gwardii, muszą zmierzyć się z zagrożeniem, stawiając na szali nie tylko życie. Na domiar złego narasta konflikt miedzy mocarstwami, nieubłaganie zbliża się wojna. Pojedynki, zakazane eksperymenty i narastające wrzenie w mieście, prowadzą do finału, którego nikt się nie spodziewa."





Alchemia, demony i historia



Adam Przechrzta to historyk, doktor nauk humanistycznych, autor licznych opowiadań, powieści, laureat Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. "Adept" to pierwszy tom jego nowego cyklu "Materia Prima", w którym historia alternatywna łączy się z wątkami fantastycznymi. Nie ukrywam, że do książki przyciągnęły mnie zarówno niezwykle klimatyczne ilustracje, jak i zapowiadający obfitującą w akcję fabułę opis. Byłam bardzo ciekawa, czy połączenie typowych dla fantastyki motywów z obrazem Polski pod zaborem rosyjskim się sprawdzi. Co otrzymałam? Czy treść najnowszej powieści Przechrzty wywarła na mnie równie pozytywne wrażenia, co jej oprawa wizualna?

Akcja powieści toczy się w Warszawie, na początku dwudziestego wieku. W niej, w Moskwie oraz w Petersburgu pojawiają się tajemnicze enklawy, przez które do tych miast zaczyna wkraczać magia oraz demony. Na ich teren wpuszczani są tylko alchemicy i carskie patrole. Do tych pierwszych należy Olaf Rudnicki - zdolny aptekarz, niemalże medyk, który słynie ze skuteczności podawanych przez siebie specyfików i sukcesów w leczeniu trudnych przypadków. Wkrótce nawiązuje on współpracę z Aleksandrem Samarinem - oficerem elitarnej rosyjskiej gwardii. Wspólnie próbują rozwiązać problemy związane z paranormalnymi zjawiskami. Jakby tego było mało, w jednej ze strzelanin ranna zostaje Anastazja - nikomu nieznana, urodziwa kobieta, która może mieć arystokratyczne korzenie. Zostaje pacjentką Olafa i stopniowo zdobywa jego zaufanie. Tymczasem sprawy Rudnickiego zaczynają przybierać coraz bardziej niebezpieczny obrót. Kim tak naprawdę jest Anastazja? Kto zagrozi Rudnickiemu? Skąd pojawiły się demony? Jeżeli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania - sięgnijcie po "Adepta". 

Bohaterowie najnowszej powieści fantasy Adama Przechrzty to wiarygodnie wykreowane grono indywidualistów, którzy stopniowo zaskakują czytelnika coraz bardziej wymyślnymi intrygami oraz sekretami, jakie z czasem wychodzą na jaw. Olaf Rudnicki, dzięki swoim niezwykłym talentom, skromności i zasadniczości, przykuwa uwagę i zdobywa sympatię czytelnika. Aleksander Samarin do samego końca stanowi dla odbiorcy zagadkę, a jego zabarwione politycznymi smaczkami dyskusje z Olafem intrygują, zwłaszcza że jako jeden z nielicznych Rosjan ma do Polaków dość pozytywne nastawienie. Najbarwniejszą bohaterką jest bez wątpienia zjawiskowa Anastazja - postać tajemnicza, sprytna, bystra i władcza. Ciekawie zostały też przedstawione wszelkie paranormalne stwory i bohaterowie poboczni.

Akcja "Adepta" początkowo toczy się wolnym rytmem. Z czasem przyśpiesza, by pod koniec osiągnąć niemalże zawrotną prędkość. Książka została napisana dość przystępnym, barwnym i mocnym językiem. Zawiera odrobinę rosyjskich zwrotów, które zostały wyjaśnione na końcu. Fabuła pełna jest walk, strzelanin, elementów zaskoczenia i brutalnych, krwawych scen. Nie brakuje też dobrych, intrygujących dialogów między Rosjanami i Polakami oraz odrobiny wątków romantycznych. Całość prezentuje się bardzo klimatycznie i wciągająco. Połączenie typowych dla fantastyki elementów i rozwiązań z obrazem Polski pod zaborem rosyjskim okazało się świetnym i umiejętnie wykonanym pomysłem. 

"Adept" to obiecujący, dobrze napisany, intrygujący początek cyklu "Materia Prima". Jeżeli kolejne części będą równie dobre, to szykuje się wielka uczta dla miłośników fantasy. 


Polecam: wielbicielom klimatycznych, wciągających powieści fantastycznych z zaskakującymi zwrotami akcji i demonami w tle.

Nie polecam: czytelnikom oczekującym głównie przedstawienia szczegółowych faktów historycznych, miłośnikom misternych, rozbudowanych opisów.



Moja ocena:


8.5/10,   4+





Recenzja ukazała się na portalu Bestiariusz:







Za książkę dziękuję portalowi Bestiariusz

oraz wydawnictwu Fabryka Słów













środa, 3 sierpnia 2016

Recenzja: "Grimm City. Wilk!"

Tytuł: "Grimm City. Wilk!"
Autor: Jakub Ćwiek
Liczba stron: 384
Wydawnictwo:  Sine Qua Non
Cena rynkowa: 36, 90 zł
Polska premiera: kwiecień 2016
Opis wydawcy:



"Przyznaj, spodziewasz się baśni

Miasto Grimm – ponura, spowita obłokami tłustej czerni metropolia to miejsce, gdzie o sprawiedliwość równie trudno, co o bezchmurne niebo. Zbudowane na ciele olbrzyma, napędzane jego smolistą krwią i odłamkami węglowego serca trwało w dawno ustalonym porządku. Do teraz. Na przestępczą scenę wkracza właśnie bezkompromisowo Nowy Gracz, a oficer policji Wolf zostaje brutalnie zamordowany we własnym domu. Czy te fakty się łączą? I czy czerwony płaszcz z kapturem zaobserwowany u głównej podejrzanej w sprawie zabójstwa czyni ze sprawy zbrodnię na tle religijnym?

Jakub Ćwiek tym razem funduje nam gorzki, brutalny kryminał noir w niezwykłym świecie inspirowanym amerykańskim podziemiem przestępczym lat dwudziestych i trzydziestych. W mieście, w którym rządzi strach i… opowieść.

W tym mieście nie wybacza się żadnych błędów!"








Czerwony Kapturek, zwłoki i zagadka


Jakub Ćwiek to aktualnie jeden z najpopularniejszych pisarzy polskiej fantastyki, publicysta, laureat Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla, autor cykli "Kłamca", "Chłopcy" czy "Dreszcz", znany z czerpania inspiracji z mitologii i popkultury. "Grimm City. Wilk!" - jego najnowsza powieść - to kryminał noir w sztafażu urban fantasy, który przyciągnął mnie zapowiedzią gorzkiej, brutalnej historii i klimatyczną okładką. Moje dotychczasowe spotkania z twórczością Ćwieka były bardzo pozytywne, więc miałam nadzieję, że i tym razem czeka mnie czytelnicza satysfakcja, a przedstawiona historia zachwyci mnie bezkompromisowością oraz mnóstwem zwrotów akcji. Co otrzymałam? Czy "Grimm City" spełniło moje oczekiwania?

"Grimm City. Wilk!" traktuje o zdarzeniach w ponurym, przemysłowym mieście, w którym kwitnie przestępczość, bardzo ważną rolę grają opowieści, kostnica działa na pełnych obrotach, a w każdym zakamarku czai się jakaś zagadka, zabójca bądź inny rzezimieszek. Służby bezpieczeństwa są skorumpowane, taksówkarze w niebezpieczeństwie, dziennikarze nieustannie doszukują się jakichś sensacji, znajdując je częściej niż powinni. Jakby tego było mało, zamordowany zostaje oficer policji - Wolf. W całą sprawę zdaje się wmieszany muzyk, tajemnicza postać w czerwieni i kilka innych osób, ale śledztwo toczy się raczej powoli, zaskakując coraz to bardziej szokującymi faktami. Kto i dlaczego tak naprawdę zabił policjanta? Jakie sprawy wyjdą na jaw w trakcie prowadzenia dochodzenia i jakie znaczenie ma tu pewien ksiądz? Jeżeli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania - zapoznajcie się z "Grimm City".

Główni bohaterowie "Grimm City" to grono zróżnicowane i sprawnie wykreowane, choć nieco mało charakterystyczne. Żaden z nich nie wyróżnia się jakoś bardzo na tle pozostałych. O ile czytelnik raczej nie zastanie tu płaskich, stricte czarnych bądź białych postaci, żadna z nich nie wbija się jakoś wybitnie w pamięć, zwłaszcza w porównaniu do tych z wcześniejszych książek Ćwieka - przykładowo z serii "Chłopcy" i "Dreszcz". Nie zmienia to jednak faktu, że ich losy śledzi się przyjemnie, bo większość z nich ukrywa trochę brudnych sekretów. Alfie - wplątany w aferę kryminalną muzyk - wzbudza sympatię czytelnika i jako przypadkowy świadek wypada dość realistycznie. Czerwony Kapturek podsyca ciekawość odbiorcy, trudno przewidzieć jej działania. Ambicja Palli di Neve - dziennikarki - sprawia, że potrafi być naprawdę twarda, bezczelna, intrygująca i nieprzewidywalna. Pozostali - np. Evans, McShane i Dragosavlij - również prezentują się interesująco. 

Najnowszą powieść autora charakteryzuje mroczny, ciężki, przemysłowy klimat, surowy naturalizm, bogactwo opisów, mała ilość dialogów, brutalność, mnogość wątków, dość wolno tocząca się, ale nieraz zaskakująca akcja, liczne nawiązania do baśni, krwawe sceny, w miarę dosadny język i mnóstwo zagadek kryminalnych. Tym razem nieco mniej jest charakterystycznego dla tego autora humoru, a nawiązania do popkultury nie mają aż tak dużej roli, jak w przypadku jego wcześniejszych książek. Historia zdaje się być bardziej dopracowana i stonowana, ale miejscami mało wciągająca. Przydałoby się więcej zdarzeń i rozmów bohaterów, a mniej rozbudowanych przemyśleń i opisów otoczenia. Całość wypada dobrze i udowadnia, że Ćwiek w pisaniu kryminałów potrafi wypaść porządnie, ciekawie i przekonująco. 

"Grimm City. Wilk!" jako początek nowego cyklu kryminalnego prezentuje się intrygująco. Spędzony z nim czas wspominam bardzo miło. Pozostaje mi nadzieja, że kolejne części będą jeszcze lepsze.


Polecam: czytelnikom poszukującym mocnego kryminału z nutką nawiązań do znanych baśni.

Nie polecam: osobom przewrażliwionym na punkcie krwawych, naturalistycznych scen.




Moja ocena:


  8/10,   4





Recenzja ukazała się na portalu Bestiariusz: