piątek, 17 marca 2017

Recenzja: "Xięgi Nefasa"


Tytuły: "Xięgi Nefasa. Trygław Władca Losu" i "Xięgi Nefasa. W zaświatach"
Autor: Małgorzata Saramonowicz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak
Cena rynkowa: 36,90 zł + 36,90 zł
Opis wydawcy:


"Podczas zakazanego rytuału w sekretnej świątyni boga o trzech obliczach losy trojga dzieci zostają ze sobą splecione na zawsze. Jednego dnia się narodzą i jednego dnia będą musiały umrzeć. Wśród nich jest potomek Bolesława zwanego Krzywoustym.

XII wiek, Polska. Gorliwi wyznawcy Kościoła z krzyżem na piersi i litanią na ustach tępią wiarę w starych bogów. Kraj stoi na skraju przepaści. Jeśli Bolesław nie doczeka się syna, straci tron. Jego tajemniczy kronikarz Nefas jest świadom zagrożenia. Zwraca się do mrocznych kapłanów Trygława, prosząc, by odmienili Przeznaczenie. Wkrótce przekona się, co uczynił…" 

i

"Nefas, tajemniczy sługa Krzywoustego, pragnie za wszelką cenę wydostać z zaświatów swoją ukochaną. Jednak by móc przywrócić do życia Rangdę, musi najpierw dotrzymać przyrzeczenia danego wiele lat temu mrocznemu bóstwu Trygławowi. Ma chronić przed śmiercią troje dzieci, których losów przyrzekł strzec podczas krwawego obrzędu. 

Władysław – młody następca tronu, Jaksa – przybrany syn rycerza Dunina i niewidoma Alba o magicznych zdolnościach nie ułatwiają mu zadania. Cała czwórka rzucona w wir wojen toczony przez księcia Bolesława zmaga się z rosnącą w siłę pogańską potęgą i upiorami, które wydostały się z Nawii. Nefas robi, co w jego mocy, bo wie, że śmierć jednego dziecka oznacza śmierć całej trójki, a tym samym zaprzepaszczenie szansy na ocalenie Rangdy.

Dwunastowieczna Polska to miejsce, gdzie magia miesza się z rzeczywistością, pogańscy bogowie rządzą losami ludzi, a kościelni dostojnicy i możni rycerze gotowi są zaprzedać duszę diabłu, by choć na chwilę zyskać władzę."




Słowiańskie bóstwa, rytuały i walka o władzę


Małgorzata Saramonowicz to pisarka znana głównie z powieści grozy "Lustra", "Siostra" i "Sanatorium", które zostały bardzo dobrze przyjęte przez krytyków i czytelników oraz ze scenariuszy tworzonych przez nią na potrzeby seriali telewizyjnych. Niektórzy okrzyknęli ją nawet polską następczynią Edgara Allana Poe. "Xięgi Nefasa" są jej pierwszym cyklem dark fantasy, osadzoną częściowo w realiach dwunastowiecznej Polski historią alternatywną, pełną nawiązań do słowiańskich wierzeń i obyczajów. Sięgając po dwa pierwsze tomy serii - "Trygława Władcę Losu" i "W zaświatach", oczekiwałam epickiej, wciągającej, wielowątkowej, klimatycznej opowieści, która całkowicie mnie pochłonie i w jakiś sposób wyróżni się na tle innych cykli tego gatunku.

"Trygław Władca Losu" i "W zaświatach" skupiają się na perypetiach Bolesława Krzywoustego, rywalizującego z bratem Zbigniewem o tron, który może mu zapewnić doczekanie się męskiego potomka. Nefas - jego kronikarz, postanawia za wszelką cenę mu w tym pomóc i w związku z tym udaje się do kapłanów boga Trygława, prosząc o zmianę przeznaczenia. Niestety, wynikiem tej prośby staje się połączenie losów królewskiego dziedzica z losem dwójki innych dzieci. Władysław, Jaksa i Alba nie mogą więc przeżyć, gdy umrze jedno z nich. Nefas musi chronić ich przed niebezpieczeństwami i przed nimi samymi, co nie jest proste, zwłaszcza, że bywają bezwzględni i stopniowo rozwijają swoje specyficzne zdolności. Schodzi także do Nawii - krainy umarłych i chce uratować ukochaną - szarowłosą Rangdę. Jakby tego było mało, wszędzie wokół pełno magii i demonów. Co konkretnie przydarzy się kronikarzowi? Jak potoczą się dalsze losy dzieci? 

Głównym bohaterem i narratorem "Xiąg Nefasa" jest tytułowy Nefas - kronikarz, którego można by utożsamić z postacią Galla Anonima. To właśnie on relacjonuje czytelnikowi wydarzenia, ma na nie duży wpływ i magnetyzuje go tajemniczością. Został wykreowany w bardzo interesujący sposób i niezmiernie intryguje czytelnika, zarówno w pierwszym tomie, jak i w drugim. Większość postaci jest stworzona dość realistycznie i zdaje się zachowywać adekwatnie do obyczajowości tamtych czasów. Ponieważ część bohaterów została zestawiona na zasadzie kontrastu, nie brakuje tu naturalizmu i humoru sytuacyjnego, wynikającego np. ze spotkań niemalże fanatycznych chrześcijan ze słowiańskimi zwyczajami i hedonistycznymi władcami. Elementy fantastyczne są świetnie wkomponowane w całą opowieść, pełną miłosnych, politycznych i kryminalnych intryg. Również relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami wypadają wiarygodnie. 

"Xięgi Nefasa" zostały napisane bardzo barwnym, obrazowym, miejscami wręcz kunsztownym i delikatnie stylizowanym na czasy średniowiecza językiem, który choć świetnie pasuje do całej opowieści, dla niektórych czytelników może być męczący i dość trudny w odbiorze. Tempo akcji jest bardzo dobrze wyważone, choć zdarzają się bardziej nużące fragmenty, napięcie generalnie wzrasta wraz z rozwojem historii. Niektóre wydarzenia są nieprzewidywalne, nie brakuje walk, spisków i zmagań ze światem nadprzyrodzonym. Naturalistyczne, nieraz pełne grozy sceny dopełniają specyficzny, ciężki klimat wykreowanej opowieści. Zarówno pierwszy, jak i drugi tom wciąga i pozwala na chwilę kompletnego oderwania się od szarej rzeczywistości. 

"Xięgi Nefasa. Trygław Władca Losu" i "Xięgi Nefasa. W zaświatach" to wciągające, klimatyczne powieści, które utrzymują podobny poziom. Świetnie łączą ze sobą fakty historyczne z fikcją i słowiańską mitologią. Stanowią bardzo obiecujący początek sagi Małgorzaty Saramonowicz. Z niecierpliwością oczekuję jej kolejnych tomów.


Polecam: miłośnikom klimatycznych cykli dark fantasy, które łączą fakty z historią alternatywną i nawiązują do słowiańskiej obyczajowości.

Nie polecam: osobom poszukującym powieści napisanych lekkim językiem.




Moja ocena:



 4,5,     8,5/10





Recenzja została napisana dla portalu Bestiariusz, można ją znaleźć tu:  







Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak




oraz portalowi Bestiariusz








wtorek, 17 stycznia 2017

Recenzja: "Gwiezdny pył"

Tytuł: "Gwiezdny pył"
Autor: Neil Gaiman
Liczba stron:  206
Wydawnictwo: MAG
Cena rynkowa: 29 zł
Polska premiera: 2016
Opis wydawcy:


"Młody Tristran Thorn zrobi wszystko, byle tylko zdobyć lodowate serce pięknej Victorii – przyniesie jej nawet gwiazdę, której upadek z nieba oglądali razem pewnej nocy. By jednak to uczynić, musi wyprawić się na niezbadane ziemie po drugiej stronie starożytnego i dobrze pilnowanego muru, od którego bierze nazwę ich maleńka wioska. Za owym murem leży Kraina Czarów, gdzie nic nie jest takie, jakim je sobie wyobraził – nawet upadła gwiazda. 

Bestsellerowy autor Neil Gaiman przedstawia opowieść o niezwykłej wyprawie do mrocznej, cudownej krainy – w poszukiwaniu miłości i tego, co niemożliwe."





W poszukiwaniu przeznaczenia


"Gwiezdny pył" to słynna baśń autorstwa Neila Gaimana, która w 2007 r. doczekała się świetnej hollywoodzkiej ekranizacji, w jakiej przyszło zagrać m.in. Robertowi De Niro i Michelle Pfeiffer. Sięgając po jej nowe wydanie, miałam nadzieję, że treść pozwoli mi na całkowite oderwanie się od rzeczywistości i oczaruje mnie specyficznym, bajkowym, acz nieszczędzącym odbiorcy szczypty grozy i czarnego humoru klimatem. Wspaniała okładka autorstwa Dark Crayon sprawiła, że jeszcze przed rozpoczęciem lektury odczułam magiczną atmosferę opowieści i z przyjemnością się w nią zagłębiłam. Co zastałam? Czy powieść Gaimana okazała się równie barwna, co jej filmowa adaptacja i zaspokoiła mój czytelniczy głód pełnej akcji historii?

Historia wykreowana przez Gaimana w "Gwiezdnym pyle" skupia się na losach Tristrana Thorna, żyjącego w wiosce Mur, za której granicami znajduje się Kraina Czarów. Chociaż żadnemu mieszkańcowi wsi nie wolno jej opuszczać, pewnego dnia młodzieniec postanawia przynieść swojej ukochanej, Victorii, spadającą gwiazdę. Pomimo tego, że pomysł wydaje się być absurdalny, udaje mu się wyruszyć na jej poszukiwanie. Po drodze spotyka mnóstwo ciekawych osób i dziwnych stworzeń, a gwiazda nie okazuje się być zwykłym kawałkiem skały, który można by po prostu przenieść, tylko zdenerwowaną, młodą kobietą. Jakby tego było mało, szuka jej też sporo innych, niebezpiecznych osób. W sprawę zamieszani są zarówno żądni władzy arystokraci, jak i potężne, okrutne czarownice, a Tristran odkrywa w sobie nowe zdolności. Co przydarzy się mężczyźnie? Czego konkretnie chcą wiedźmy? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w powieści Neila Gaimana.

Główny bohater "Gwiezdnego pyłu" to z początku sympatyczny, ale dość naiwny, idealistycznie nastawiony do życia młodzieniec, który dojrzewa wraz z rozwojem historii. Przystosowuje się do zmieniającej się sytuacji, trochę zmienia swój system wartości i staje się bardziej odpowiedzialny. To typowy biały, ale intrygujący charakter. Bardziej specyficznie została wykreowana Yvaine, czyli gwiazda. Jest nad wyraz bystra, błyskotliwa, uparta i niezależna, choć z racji swojego pochodzenia zdarzają jej się wynikające z niewiedzy błędy. Również pozostałe postacie zostały wykreowane w ciekawy sposób i nieraz potrafią zaskoczyć czymś odbiorcę. Praktycznie każda z nich skrywa jakieś tajemnice, bywa niebezpieczna bądź ma cele, do których uporczywie dąży. Pomimo to muszę stwierdzić, że jeden z bohaterów, Kapitan Szekspir, został lepiej i barwniej przedstawiony w filmie, choć zapewne jest to już kwestia gustu.

Powieść została napisana bardzo malowniczym, ale dość przystępnym językiem. Mocno zróżnicowany jest sposób wypowiadania się poszczególnych bohaterów, którzy często prowadzą ze sobą wiarygodne, pasjonujące i świetnie skonstruowane dialogi. Baśń nieraz kipi od czarnego humoru i groteski. Nie brakuje barwnych, ale nieprzesadzonych opisów otoczenia. Akcja toczy się dość szybko. Historia stworzona przez Neila Gaimana to świetna, wciągająca, lekka, przewrotna rozrywka dla starszego czytelnika, który lubi bajkowe, klimatyczne opowieści z nutką grozy.

"Gwiezdny pył" okazał się porywającą, obfitującą w czarny humor i przewrotne sceny baśnią, która kompletnie mnie pochłonęła. Choć jest dość zwięzła i niektóre sceny prezentują się ciekawiej w filmie na jej podstawie, to świetna, oryginalna i klimatyczna opowieść. Czytałam ją z wielką przyjemnością. Z pewnością jeszcze kiedyś do niej powrócę.





Moja ocena: 


9/10,     6-








Recenzja została napisana dla portalu Game Exe, można ją znaleźć tu:  








Za książkę dziękuję wydawnictwu MAG




oraz portalowi Game Exe











niedziela, 8 stycznia 2017

Antologia "Hallloween w stu słowach" z moimi stusłówkami

Tytuł: "Halloween w stu słowach"
Gatunek: horror
Opis wydawcy:


"Halloween w stu słowach to bezpłatny e–book, zawierający stusłówka nadesłane przez Autorów na konkurs, ogłoszony przez Magdalenę Kałużyńską i Bogdana Ruszkowskiego. Trzydziestu trzech Autorów, ponad osiemdziesiąt krótkich form. Wszystko to okraszone zdjęciami i krótkimi biografami Autorów, profesjonalnie złożone w najpopularniejszych formatach cyfrowych – PDF, EPUB, MOBI. Dzięki tej różnorodności formatów możliwe będzie odczytanie e–booka na każdym czytniku, laptopie czy smartfonie."



Miło mi poinformować, że 4 grudnia miała miejsce premiera antologii "Halloween w stu słowach", w której można znaleźć m.in. trzy stusłówka mojego autorstwa. Antologia stanowi pokłosie konkursu "100 słów na Halloween", zorganizowanego przez pisarkę Magdalenę Marię Kałużyńską (http://magdalenakaluzynska.pl/) i Bogdana Ruszkowskiego (http://www.bruszkowski.pl/). Udało mi się znaleźć wśród zwycięzców i wygrać trzy powieści grozy. :)




Ebook jest darmowy i dostępny w formatach cyfrowych - PDF, EPUB, MOBI, można go pobrać tu: http://magdalenakaluzynska.pl/biblioteka-horroru/ oraz tu: http://www.bruszkowski.pl/halloween-w-stu-slowach-do-pobrania/. Wszystkie drabble są utrzymane w klimatach grozy, więc to coś w sam raz dla miłośników literackiego horroru. :)





sobota, 31 grudnia 2016

Recenzja: "Nigdziebądź"

Tytuł: "Nigdziebądź"
Autor: Neil Gaiman
Liczba stron:  384
Wydawnictwo: MAG
Cena rynkowa: 39 zł
Polska premiera: 2016
Opis wydawcy:



"Wersja preferowana przez autora.
Zawiera nowy wstęp i opowiadanie "O tym jak markiz odzyskał swój płaszcz".

Pod ulicami Londynu leży świat, o którym ludziom nawet się nie śniło.

Kiedy Richard Mayhew pomaga znalezionej na ulicy rannej dziewczynie, jego nudne życie w mgnieniu oka zmienia się nie do poznania. Dziewczyna ma na imię Drzwi, ucieka przed dwoma zabójcami w czarnych garniturach i pochodzi z Londynu Pod.

Zwykły odruch litości poprowadzi Richarda w miejsce pełne potworów i aniołów, gdzie w labiryncie mieszka Bestia, a stary Hrabia urządził sobie dwór w pociągu metra.
Wszystko to jest dziwnie znajome, a przecież kompletnie obce..."





"Z jednej rzeczywistości w drugą"


Neil Gaiman to aktualnie jeden z najpopularniejszych pisarzy fantastyki, cieszący się uznaniem zarówno ze strony czytelników, krytyków, jak i filmowców, dzięki którym część jego dzieł została bądź zostanie zekranizowana. Potrafi stworzyć zarówno baśń, jak i pełną filozoficznych odniesień historię z pogranicza grozy i fantasy. Często nawiązuje do mitologii, problemów dzisiejszego społeczeństwa i nadaje im niepowtarzalny, magiczny wymiar. Nowe wydanie powieści "Nigdziebądź" przyciąga wzrok piękną oprawą, zawiera nowy wstęp i opowiadanie "O tym, jak markiz odzyskał swój płaszcz". Zapoznając się z nią, miałam nadzieję, że treść wzbudzi we mnie równie pozytywne emocje, co krótki, intrygujący opis i po raz kolejny pokaże mi, że twórczością Gaimana nie sposób się znudzić. Co otrzymałam? Czy "Nigdziebądź" spełniło moje oczekiwania?

"Nigdziebądź" opowiada o Richardzie Mayhew - przeciętnym Londyńczyku, który pewnego dnia poznaje zakrwawioną, niezwykłą dziewczynę i postanawia jej pomóc. Wkrótce okazuje się, że ta ma na imię Drzwi, jest ścigana przez dwóch zabójców i pochodzi z Londynu Pod. Choć sytuacja zdaje się nad wyraz niedorzeczna, z każdą kolejną chwilą na jaw wychodzi coraz więcej dziwnych faktów, a Richarda zaczynają spotykać niewytłumaczalne wydarzenia. Jakby tego było mało, zrywa z nim narzeczona. W końcu zostaje wplątany w sieć intryg mających związek z Drzwiami i istotami żyjącymi w równoległej rzeczywistości. Tam czyha na niego wiele niebezpieczeństw, mrożących krew w żyłach sytuacji i ekscentrycznych zjawisk. Jak w tym wszystkim odnajdzie się Richard? Kto okaże się jego sprzymierzeńcem, a kto wrogiem? Jeżeli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania - zapoznajcie się z powieścią Neila Gaimana.

Główny bohater "Nigdziebądź" to pozornie przeciętny, pracowity Londyńczyk, któremu brakuje pewności siebie. Jego życie jest raczej monotonne i choć wiedzie mu się całkiem nieźle, często odnosi wrażenie, że czegoś w nim brakuje. Ma piękną, ambitną narzeczoną, ale chociaż dość dobrze mu się z nią układa i prawie zawsze się jej podporządkowuje, raczej nie żywi do niej głębokich uczuć. Poznając Londyn Pod przechodzi swoistą przemianę, zyskując dojrzałość. Został wykreowany w bardzo barwny i wiarygodny sposób, dość szybko zdobywa sympatię czytelnika. Drzwi to z kolei chodząca enigma i przyczyna większości utrapień Richarda. Większość postaci stworzonych przez Gaimana to osobliwi indywidualiści, stopniowo odkrywający swe tajemnice przed czytelnikiem. Nie brakuje tu magicznych istot, anioła, mówiących zwierząt, rzezimieszków i arystokratów. Praktycznie wszystkie przykuwają uwagę odbiorcy i niejednokrotnie czymś zaskakują.

Neil Gaiman posługuje się barwnym, nieco poetyckim językiem, nie stroni od błyskotliwych nawiązań i ironii. W "Nigdziebądź" znajdzie się trochę czarnego humoru, ale w porównaniu do jego innych dzieł, jest go niewiele. Dzięki trzecioosobowej narracji, szybkiemu tempu akcji, odrobinie makabry i groteski oraz scenom walki książkę czyta się z przyjemnością. Sensualne, dość szczegółowe opisy dodatkowo umilają lekturę, pozwalając czytelnikowi niemalże odczuć miejski klimat Londynu Nad i chaotyczność specyficznego Londynu Pod. Zetknięcie się prostego świata Richarda z nieznanym zostało przedstawione w bardzo ciekawy sposób. Cała opowieść jest surrealistyczna i intrygująca, choć miejscami przewidywalna.

Nowe wydanie "Nigdziebądź" prezentuje się bardzo dobrze zarówno od strony wizualnej, jak i fabularnej. Okładka świetnie odzwierciedla klimat wykreowanej przez pisarza historii. Po raz kolejny przekonałam się, że Neil Gaiman potrafi stworzyć wciągającą, klimatyczną powieść urban fantasy, obok której nie sposób przejść obojętnie.


Polecam: miłośnikom klimatycznych, pełnych akcji powieści fantastycznych.

Nie polecam: osobom przewrażliwionym na punkcie czarnego humoru i odrobiny makabry.




Moja ocena:


8,5/10,      5+







Recenzja została napisana dla portalu Game Exe, można ją znaleźć tu:  





Za książkę dziękuję wydawnictwu MAG




oraz portalowi Game Exe









poniedziałek, 26 grudnia 2016

Recenzja: "Onikromos"


Tytuł: "Onikromos"
Autor: Paweł Matuszek
Liczba stron:  784
Wydawnictwo: MAG
Cena rynkowa: 59 zł
Polska premiera: 2016
Opis wydawcy:


"Druss, ostatni człowiek w Linvenogre, próbuje rozwikłać zagadkę śmierci swojego brata, nie narażając się przy tym Radzie starszyzny, która z okrutną bezwzględnością rządzi miastem i uważnie obserwuje poczynania człowieka. Zdaje sobie sprawę, że czeka go bardzo trudne zdanie, ale w żaden sposób nie jest przygotowany na to, co się stanie, gdy w trakcie poszukiwań zejdzie z utartych ścieżek, zacznie odkrywać prawdziwą naturę Linvenogre i grunt dosłownie usunie mu się spod stóp.

Być może ma to jakiś związek z lękami podkradającymi się w chłodnym mroku piwnicy, z niepokojącym ruchem żywego chłodu pełzającego tuż pod naskórkiem rzeczy, ze słynnym iluzjonistą i mordercą znanym jako Wielki Vessero, z człowiekiem, który wszedł w lustro, z podróżnikiem, który zobaczył w Afryce coś, czego zobaczyć nie powinien, i z wieloma innymi ludźmi, którzy doświadczyli czegoś, co zmieniło ich postrzeganie rzeczywistości.

„Być może”, ponieważ „Onikromos” to zagadka. Powieść upleciona z wielu mikroopowieści, łaczących się w nieoczywisty sposób w jedną wielką historię. Każdy szczegół jest tu istotny, każde zdanie może być kluczem do zrozumienia świata, w którym surrealistyczna fantastyka miesza się z grozą, alternatywnymi rzeczywistościami i mroczną fantasy."



"Przeprawa przez nieznane


Paweł Matuszek to były redaktor naczelny “Nowej Fantastyki” oraz “Fantasy & Science Fiction”, dziennikarz i autor opowiadań. W 2011 roku zadebiutował powieścią “Kamienna Ćma”, która przyniosła mu nominację do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. “Onikromos” jest jego drugą książką wydaną przez wydawnictwo Mag i utrzymaną w konwencji szeroko pojętej fantastyki. Do zapoznania się z nią zachęciła mnie zarówno przepiękna, dopracowana, klimatyczna oprawa graficzna z ilustracją autorstwa Dark Crayon, jak i zapowiedź zagadkowej, nieschematycznej, surrealistycznej, oscylującej między grozą i fantasy treści. Ponieważ wcześniejsze dzieło tego pisarza wzbudzało dość mieszane reakcje czytelników, byłam bardzo ciekawa, jak odbiorę jego twórczość oraz czy nietypowa, bardzo złożona i ambitna forma, jaką lubi posługiwać się Matuszek, mnie nie zmęczy. Miałam nadzieję, że natknę się na historię wymykającą się najpopularniejszym tendencjom współczesnej fantastyki, intrygującą i niepokojącą. Co otrzymałam? Czy “Onikromos” spełnił moje oczekiwania?

Powieść Pawła Matuszka to właściwie zbiór mikroopowieści, które pozornie zdają się nie łączyć ze sobą. Z czasem wyodrębnia się jednak główny bohater – Druss – ostatni człowiek żyjący w Linvenogre, specjalista od tropienia manifestacji zakłóceń prowadzących do przenikania się rzeczywistości. Usiłuje on rozwiązać zagadkę śmierci swojego brata Basala, skrzętnie skrywaną przez rządzącą miastem Radę. Nieco pomagają mu w tym Tenan i Hemal – przedstawiciele dwóch dominujących ras. Możliwe, że cała sprawa ma związek z iluzjonistą Vessero, niezwykłymi podróżami i czymś, czego Druss nigdy nie zaznał, a poznali jedynie nieliczni i na zawsze zmienili przez to sposób postrzegania rzeczywistości, z czymś, czego nie da się racjonalnie wyjaśnić. W “Onikromosie” znajduje się mnóstwo historii umiejscowionych w nieraz prawie całkowicie od siebie odmiennych, alternatywnych rzeczywistościach. Niektóre opowieści toczą się w czasach i realiach przypominających współczesne, inne zaś w miejscach obcych, gdzie ludzki gatunek praktycznie nie występuje, w światach wykreowanych z rozmachem, posiadającym własne tradycje i dziwne prawa fizyki. Prawie wszystkie są fascynujące i pozwalają czytelnikowi dokonać kolejnych interpretacji oraz zbierać cegiełki do połączenia wszystkich faktów i domysłów, a także znaleźć nawiązania do wcześniejszych. Jeżeli sami chcecie spróbować połączyć tę osobliwą układankę w całość – zapoznajcie się z “Onikromosem”.

(...) 




Polecam: wielbicielom ambitnych, złożonych, nietypowych, surrealistycznych powieści fantastycznych.

Nie polecam: początkującym czytelnikom, odbiorcom, którym przeszkadza obecność licznych, szczegółowych opisów, szukającym w lekturze tylko lekkiej, nieskomplikowanej rozrywki."




Moja ocena:


9/10,    5+










Za egzemplarz recenzencki dziękuję akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają




oraz wydawnictwu MAG








wtorek, 20 grudnia 2016

Recenzja: "Bez znieczulenia"

Tytuł: "Bez znieczulenia"
Autor: Juliusz Wojciechowicz
Liczba stron:  212
Wydawnictwo: Wydawnictwo GMORK
Cena rynkowa: 25 zł
Polska premiera: sierpień 2016
Opis wydawcy:



"Wkraczacie w świat cudownie schorowanych pomysłów, nie musicie nawet zapinać pasów, tym zajmą się sanitariusze – po lekturze.

Bez znieczulenia to kilkadziesiąt mikroświatów składających się na obraz Polski odbity w źrenicach Juliusza Wojciechowicza. Świat przedstawiony daleki jest od obiektywizmu, językiem lepkim od porównań autor serwuje nam przekąski tak cholernie ciężkostrawne, że jeszcze długo odbijają się czkawką przemyśleń, nasze umysły łączą się na krótkie chwile z umysłami protagonistów, przez co jeszcze mocniej dostaje się czytelnikowi po głowie. Opowiadania, niczym płonące kielony wódy, spływają do gardeł, w pierwszej kolejności wywołując szok. Potem przychodzi czas na śmiech, refleksję, wstyd, a nierzadko złość lub po prostu smutek. Pozostawcie więc lepiej nadwrażliwość w realnym świecie.



Uwaga: środków znieczulających nie załączono."




Rzeczywistość w krzywym zwierciadle


Juliusz Wojciechowicz to pisarz, który tworzy głównie w konwencji szeroko pojętej grozy i groteski. Jego teksty ukazały się m.in. w antologiach: "Księga wampirów", "Toystories", "Pokłosie", czy "Hardboiled". "Bez znieczulenia" jest pierwszym samodzielnym zbiorem krótkich historii autorstwa Wojciechowicza. Sięgając po nie, miałam nadzieję, że swoim klimatem będą przypominać minimalistyczną, acz dość niepokojącą okładkę i, zgodnie z zapowiedzią, zapewnią mi sporą dawkę wbijającej w fotel, mocnej, dosadnej i przewrotnej literackiej uczty dla miłośnika ostrej satyry. Co otrzymałam?

W zbiorze opowiadań Wojciechowicza znajduje się trzydzieści pięć tekstów, poprzedzonych urokliwym, barwnym, zaskakującym i wyrazistym wstępem Marka Zychli oraz zakończone autorskim posłowiem, dzięki któremu ciekawski czytelnik może zapoznać ze zwięzłymi historyjkami i anegdotami dotyczącymi inspiracji i procesu tworzenia poszczególnych opowieści. Niektóre opowiadania są bardzo krótkie - mają tylko trzy strony długości, inne zaś są znacznie bardziej rozbudowane, choć zazwyczaj nie przekraczają dziesięciu. Podejmują bardzo różnorodną tematykę, często w specyficzny sposób odnoszą się do mankamentów i zjawisk znanych większości ludzi z szarej codzienności, przedstawiając je w mocno przejaskrawionym, doprawionym krztyną czarnego jak smoła humoru, świetle. Na stronach "Bez znieczulenia" można znaleźć odniesienia do minusów życia na osiedlu, zaburzeń psychicznych, problemów ludzi z nad wyraz rozwiniętą empatią, bezrefleksyjnej pogoni za szczęściem, rozważań egzystencjalnych i duchowych, fanatyzmu religijnego, ludzkiej fizjologii, nadmiernej seksualizacji, bądź rozkwitu portali społecznościowych. Pojawiają się abstrakcyjne, surrealistyczne sytuacje, które nierzadko stanowią ubarwioną i podciągniętą do ekstremum rzeczywistość.

Bohaterowie występujący w "Bez znieczulenia" są bardzo zróżnicowani. Niektórzy reprezentują margines społeczny, inni zdają się najzwyklejszymi, przeciętnymi przedstawicielami klasy średniej. Znajdzie się tu trochę czarnych charakterów, choć większość postaci trudno jednoznacznie zaszufladkować, bo ich zachowanie motywuje pewna określona okoliczność, chęć zemsty bądź pojedyncza, choć bardzo mocna wada. Nie brakuje tu również mówiących zwierząt i ożywionych przedmiotów. Część z nich jest zarysowana w bardzo naturalistyczny sposób, inni to groteskowe, surrealistyczne kreatury. Niektórzy zostali osadzeni we wręcz absurdalnych, ciekawych, nieraz skrajnie dziwnych, niebezpiecznych i makabrycznych sytuacjach.

Wojciechowicz posługuje się pełnym metafor i porównań językiem. Dość dokładnie, choć zazwyczaj zwięźle, opisuje szczegóły wyglądu postaci i otoczenia, tworząc niepokojące i barwne obrazy, w jakie może wczuć się odbiorca. Nie szczędzi czytelnikowi kontrowersji, elementów niczym z horroru, obskurnych wydarzeń, które mogą wstrząsnąć bardziej wrażliwym czytelnikiem. Łamie tabu, bawi się konwencjami, lubi satyrę, krytycznie komentuje brudną, brutalną rzeczywistość. Czasami mocno folguje swojej wyobraźni, tworząc fascynujące abstrakcje. Niektóre historie są bardzo mocne, emocjonujące i pełne akcji, inne zaś lżejsze i bardziej humorystyczne, ale jako całość prezentują się co najmniej dobrze.

"Bez znieczulenia" to zbiór krótkich, zróżnicowanych tematycznie, ale intrygujących opowiadań, dzięki którym niejednokrotnie zdarzyło mi się zaśmiać bądź zmarszczyć brwi nad lekturą. Z pewnością powrócę do niektórych opowieści autorstwa Wojciechowicza.


Polecam: wielbicielom zbiorów opowiadań pełnych satyry, groteski, czarnego humoru.

Nie polecam: czytelnikom o słabych nerwach, poszukującym lekkiej lektury.





Moja ocena:


8/10,       4+




RECENZJA ZOSTAŁA OPUBLIKOWANA NA PORTALU BESTIARIUSZ:




Za książkę dziękuję portalowi Bestiariusz 




i wydawnictwu Gmork