poniedziałek, 7 marca 2016

Recenzja: "Spalić wiedźmę"

Tytuł: "Spalić wiedźmę"
Autor: Magdalena Kubasiewicz
Liczba stron: 300
Cena rynkowa: 34,99 zł
Wydawnictwo: Genius Creations
Premiera: grudzień 2015
Opis wydawcy:



"Sara Weronika Sokolska, zwana Saniką, w niczym nie przypomina nadwornej czarodziejki. Młoda, żywiołowa i dzika jak magia, którą włada, stanowi jedną z największych tajemnic królewskiego dworu. Nie wiadomo, gdzie uczyła się magii i kto był jej mistrzem, ani nawet skąd przybyła do Krakowa. Plotki mówią, że jest najbliższą przyjaciółką i powiernicą króla Juliana, a może nawet kimś więcej. Media donoszą o jej spektakularnych wyczynach: polowaniach na biesy, inkuby i strzygi, o pojedynkach z członkami Loży Czarodziejów.

Wydaje się, że Sanika jest najpotężniejszą czarownicą w Polanii i tylko szaleniec mógłby rzucić jej wyzwanie. A jednak nawet moce wiedźmy mogą okazać się niewystarczające w starciu z przeciwnikiem, który pragnie zniszczenia Krakowa. Wrogiem, za którym stoi pradawna i niezwykle potężna magia…


„W alternatywnej, przesyconej magią rzeczywistości monarchią Polanii rządzi król Julian, a drugą co do ważności osobą po władcy jest Pierwsza Czarownica, harda i nieugięta Sara Weronika Sokolska. Gdy nad Krakowem zawisa widmo czarnoksięskiej apokalipsy, to ona staje przed wyborem: chronić miasto czy… siebie.

Magdalenie Kubasiewicz udało się zgrabnie wpisać motywy z krakowskich legend w nowoczesność, a baśniową symbolikę połączyć z wartką akcją. Smok wawelski, czarnoksiężnik Twardowski, diabeł z Krzysztoforów zyskują nowe oblicze, ale to pyskata Sara skradła moje serce.”
                                                      Agnieszka Hałas, autorka cyklu Teatr węży




Jędza w akcji

Magdalena Kubasiewicz to krakowianka, która publikowała w magazynie "Science - Fiction. Fantasy i Horror". Natykając się na zapowiedź jej debiutanckiej powieści pt. „Spalić wiedźmę”, miałam bardzo dobre przeczucia. Uwielbiam motyw czarownicy w literaturze, zwłaszcza gdy owa postać jest przedstawiona jako charakterna, aktywna kobieta. Sara Weronika Sokolska, tytułowa wiedźma, od samego początku mnie intrygowała. Miałam nadzieję, że spełni moje oczekiwania i okaże się fascynującą, oryginalną osobistością. Tym bardziej, że ilustracja na okładce bardzo mi się spodobała. Co zastałam? Czy Sara Sokolska okazała się na tyle interesującą bohaterką, by z uwagą śledzić jej poczynania? 

Fabuła "Spalić wiedźmę" ma miejsce w nietypowej, alternatywnej wersji Krakowa. Miejscowością rządzi król Julian, którego chroni Pierwsza Czarownica Polanii - Sara Weronika Sokolska,  zwana Saniką. Polania jest mocarstwem europejskim i zmaga się z wieloma fantastycznymi istotami, siejącymi chaos, popłoch i zniszczenie. To właśnie, między innymi, przed nimi Sanika ma bronić władcę i miasto. Niewykształcona, ale nad wyraz zdolna i potężna wiedźma, non stop wplątuje się w coraz to nowsze intrygi i niebezpieczne zdarzenia. Prześladuje ją mroczna przeszłość, a wrogowie czyhają na każdym kroku, gdyż nasza bohaterka nie należy do sympatycznych postaci. Uparcie stawia na swoim i nie przejmuje się konwenansami. Zarówno jej wygląd, jak i charakter oraz sposób bycia, stanowczo odbiegają od tamtejszych standardów, przysparzając mnóstwa nieprzychylnych spojrzeń  i uwag. Tymczasem Kraków znajduje się w niebezpieczeństwie. Czy Sanika poradzi sobie z wyzwaniami? Jakie tajemnice skrywa? Jeżeli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania - sięgnijcie po powieść Magdaleny Kubasiewicz. 

Wszystkie postacie wykreowane przez autorkę są intrygujące, choć wśród nich zdecydowanie wybija się Sara Weronika Sokolska. Jest tak oryginalna, niepokorna, niebanalna i buntownicza, że pozostali bohaterowie wypadają na jej tle dość blado. Poddający się woli wiedźmy król, uszczypliwe znajome Saniki oraz Twardowski, uprzyjemniają lekturę, dodając jej nieco różnorodności. Mnogość fantastycznych, nawiązujących do słowiańskiej mitologii stworów, nadaje powieści odpowiedni smaczek, co sprawia, że "Spalić wiedźmę" wręcz się pochłania. 

Akcja powieści toczy się szybkim tempem, zapewniając czytelnikowi dużo dobrej rozrywki. Nieoczekiwane zwroty fabularne, odkrywanie tajemnic królewskiej wiedźmy, pojedynki, śledztwa, świetne dialogi - to wszystko sprawia, że książka Magdaleny Kubasiewicz jest bardzo dobrym debiutem fantasy. Język powieści jest bardzo barwny, a jednocześnie lekki i przyjemny. Nawiązania do polskich legend stanowią świetny dodatek do rozgrywającej się historii. Alternatywną, oryginalną wizję Krakowa potęguje niezwykły klimat tego dzieła. 

"Spalić wiedźmę" to świetna, pełna akcji powieść fantasy, która powinna zadowolić każdego miłośnika charakternych wiedźm i słowiańskich nawiązań w literaturze. Bardzo miło ją wspominam i mam nadzieję, że Magdalena Kubasiewicz napisze jeszcze wiele tak dobrych książek. 


POLECAM:  miłośnikom słowiańskiej mitologii i dobrych, rozrywkowych książek fantastycznych z buntowniczymi bohaterkami.

NIE POLECAM: czytelnikom poszukującym bardzo ambitnej, wymagającej lektury.




Moja ocena:

8,5/10,        5





Za książkę dziękuję akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają


oraz wydawnictwu Genius Creations









piątek, 4 marca 2016

Recenzja: "Dożywocie"

Tytuł: "Dożywocie"
Autor: Marta Kisiel
Liczba stron: 376
Cena rynkowa: 39,99 zł
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 30 września 2015
Opis wydawcy:



"Początkujący pisarz dziedziczy dom razem z zamieszkującymi go dożywotnikami. 


Wszystko mogłoby być pięknie, gdyby nie fakt, że w gotyckiej willi znajduje: naiwnego anioła, rozmiłowanego w gotowaniu morskiego potwora, widmo romantycznego poety, cztery utopce, kotkę o bardzo ostrych pazurach oraz dziwnego królika! Jeden człowiek nie podoła tej ferajnie – szaleństwo czai się za progiem!

Pełna humoru opowieść o mocno nietypowej grupie bohaterów. Przekonajcie się, czy warto było odziedziczyć Lichotkę!

Marta Kisiel została nominowana do Literackiej Nagrody Fandomu Polskiego im. A. Zajdla za powieść Nomen Omen."



Seryjny samobójca, Licho i  różowy królik


Marta Kisiel to pisarka, która debiutowała w magazynie internetowym "Fahrenheit". Jej późniejsze opowiadania pojawiły się w "Science Fiction. Fantasy i Horror" oraz antologiach "Kochali się, że strach" i "Nawiedziny". Jest autorką powieści "Dożywocie" oraz "Nomen omen". Od dawna planowałam zapoznać się z jej twórczością, zwłaszcza że słyszałam o niej wiele dobrego. Szczególnie przyciągały mnie rekomendacje recenzentów wspominających dużą ilość ciętego, niebanalnego humoru. Nie ukrywam też, że okładka "Dożywocia" wprawiła mnie w zachwyt, a zawarta na niej postać wzbudziła pozytywne skojarzenia z Edgarem Allanem Poe, jednym z moich ulubionych pisarzy grozy. Miałam nadzieję, że ten entuzjazm nie osłabnie w trakcie zapoznawania się z treścią. Liczyłam na sporą ilość groteskowych, humorystycznych i przewrotnych scen oraz dialogów z odniesieniami do literatury romantycznej i dekadenckiego sposobu bycia. Co zastałam? Czy dzieło Kisiel potwierdziło moje przypuszczenia i okazało się świetnym poprawiaczem nastroju?

Fabuła "Dożywocia" koncentruje się na wydarzeniach związanych z pobytem spadkobiercy i pisarza Konrada Romańczuka, w Lichotce, starej, gotyckiej posiadłości z wieżyczką. Początkowo szczęśliwy właściciel domu doznaje niemałego szoku, gdy poznaje jego nietypowych lokatorów: uczulonego na własne pierze anioła, wiecznie nieszczęśliwego ducha panicza Szczęsnego, stwora posiadającego osiem macek, cztery utopce oraz Zmorę - charakterną kotkę. Musi on przywyknąć do położonego na odludziu miejsca, problemów nietypowych istot, a przy okazji chce w spokoju napisać książkę, co  w zaistniałych warunkach jest dość trudne do wykonania. Jakby tego było mało, paranormalni domownicy przyciągają do siebie coraz to nowsze kłopoty, które często kończą się nieprzyjemnymi, fizycznymi urazami wszelkiego rodzaju. Zjawa nieustannie się w kimś podkochuje, utrudniając tym życie zarówno swoim wybrankom, jak i znoszącemu jej biadolenia Konradowi. Czy Konrad Romańczuk przywyknie do współlokatorów?  Jeżeli chcecie zapoznać się z tą ekscentryczną gromadą - sięgnijcie po powieść Marty Kisiel.

Postacie "Dożywocia" to m.in. groteskowe stwory radzące sobie z gotowaniem i funkcjonowaniem w dość normalnych warunkach. Ich nietypowe zachowania i problemy bawią i napędzają akcję. Duch panicza Szczęsnego jest karykaturalnym, inspirującym się postacią Wertera, wiecznie nadąsanym, nieszczęśliwie zakochanym, pochłoniętym manią tworzenia poezji, kompletnie odrealnionym od współczesności romantykiem. Jego monologi wewnętrzne i przemyślenia związane z planowaniem pośmiertnego samobójstwa w imię wyśnionego uczucia świetnie kontrastują z poglądami i osobowością Konrada, prozaika i realisty. Ten z kolei poprawia humor swoimi reakcjami na wybryki lekkomyślnych istot i koniecznością dostosowania się do nowej sytuacji. Grono bohaterów świetnie uzupełniają niechciani goście, materialistycznie nastawiona do życia agentka Romańczuka, wredny i niebezpieczny królik oraz natrętne fanki twórczości pisarza. 

Powieść Marty Kisiel jest pełna satyry, przewrotnych dialogów, humorystycznych scen, które nawiązują m.in. do słynnych literackich bohaterów dekadentyzmu i wizerunku poety przeklętego. To zabawne, poprawiające nastrój fantasy, charakteryzujące się lekkością, mnóstwem nieprzewidywalnej akcji oraz czarnym humorem (ale raczej w delikatnej odsłonie). Barwny, żywy i zróżnicowany język, jakim posługuje się autorka oraz trzecioosobowa narracja umilają czytelnikowi lekturę. Sprawiają, że książkę wręcz się pochłania. Klimatyczna, gotycka posiadłość stanowi świetne miejsce dla rozgrywających się wydarzeń, dodając całości charakteru i uroku. 

"Dożywocie" to genialny poprawiacz nastroju, zwłaszcza dla wielbicieli groteski i literatury epoki romantyzmu. Bardzo miło wspominam tę książkę, z pewnością kiedyś do niej wrócę. Mam nadzieję, że pozostałe dzieła Marty Kisiel będą przynajmniej w połowie tak fantastyczne, bo mam zamiar się z nimi zapoznać. 


POLECAM: miłośnikom lekkich, humorystycznych książek fantasy, absurdu i groteski.

NIE POLECAM: czytelnikom poszukującym ambitnej, utrzymanej w poważnym stylu literatury. 
                                                               
                            
                                      
               

                                                                   Moja ocena: 

                                                                     8,5/10,    5 







Za egzemplarz do recenzji dziękuję akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają




oraz wydawnictwu Uroboros



                                    







czwartek, 3 marca 2016

Recenzja: "Głębia. Skokowiec"

Tytuł: "Głębia. Skokowiec"
Autor: Marcin Podlewski
Cykl: Głębia - tom 1
Liczba stron: 720
Cena rynkowa: 39,90 zł
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Premiera: 16 września 2015
Opis wydawcy:



"Witaj w nowym wymiarze space opery.

Oto Wypalona Galaktyka — Droga Mleczna, która tysiące lat temu została spustoszona przez serię potwornych wojen. 

Oto kosmos, w którym ludzie zamieszkują resztkę ocalałych z pożogi układów - gdzie nieliczne, inteligentne Maszyny budzą trwogę, a wygnani poza Granicę Galaktyczną Obcy znani są już tylko z legend. 

Oto wszechświat Głębi — zagadkowej, wpędzającej w szaleństwo nibyprzestrzeni.

Oto świat Myrtona Grunwalda, który stracił swój statek i załogę. I który zrobi wszystko, by znowu pożeglować ku gwiazdom.

A nie będzie to łatwe.

Jego nowy statek ma za sobą mroczną przeszłość. 

Jego nowa załoga skrywa tajemnice.

Jego nowa szklaneczka z migdałową whisky jest już prawie pusta."




Kosmiczne podróże i sztuczna inteligencja


Marcin Podlewski to pisarz i publicysta znany szerszemu gronu odbiorców głównie dzięki opowiadaniom, które ukazywały się m.in. w „Nowej Fantastyce”, „Science fiction po polsku 2”, „Zombiefilii” i „Księdze Wampirów” oraz powieści „Happy End”. „Głębia. Skokowiec” jest pierwszym tomem cyklu o Wypalonej Galaktyce, utrzymanego w konwencji postapokaliptycznej space opery. Zapowiedź takiej mieszanki sama w sobie wydawała mi się obiecująca, zwłaszcza że na współczesnym polskim rynku fantastycznym raczej trudno natknąć się na podobne połączenie. Miałam nadzieję, że nie zawiodę się, dając mu szansę, a wizja Podlewskiego będzie na tyle fascynująca i rozbudowana, że nawet nie odczuję, kiedy skończę wertować ponad siedemset stron książki. Bądź co bądź, autor doczekał się nominacji do nagrody imienia Janusza A. Zajdla i wygrał kilka konkursów literackich, więc uznałam to za pewien wyznacznik jakości, jaką powinna reprezentować jego twórczość. Co otrzymałam? Czy pierwszy tom „Głębi” spełnił moje oczekiwania i pozostawił z apetytem sięgnięcia po kolejną część serii?

Wydarzenia przedstawione w „Głębi. Skokowcu” mają miejsce w odległej przyszłości i dotyczą działań załóg statków kosmicznych, które przemierzają wyniszczoną przez wojny Drogę Mleczną. Myrton Grunwald kompletuje nową załogę i wyrusza w podróż skokowcem o wdzięcznej nazwie Wstążka. W tym samym czasie swoją wyprawę kontynuuje również kilku innych indywidualistów z intrygującą przeszłością, sekty – Elohim, Stripsowie oraz Zbiór sieją postrach i zniszczenie, a astrolokatorka, Pinsleep Wise, zmaga się z nietypowymi, niepokojącymi wizjami. Przemieszczanie się po galaktyce ułatwia tajemnicza Głębia, która jednak może być przyczyną postradania zmysłów. Nieodłącznym elementem życia ludzi jest dostęp do nowoczesnych technologii, personali i Strumienia. Maszyny kontrolują statki i są podporządkowane załodze, ale jednocześnie wciąż budzą trwogę o powrót czasów ich dawnej świetności oraz konfliktów pomiędzy nimi a ludzką rasą. Czy strach przed powrotem niesamowicie inteligentnych maszyn okaże się uzasadniony? Co wydarzy się podczas wyprawy załogi Wstążki? Jeżeli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania – sięgnijcie po powieść Marcina Podlewskiego.

Postacie wykreowane przez Podlewskiego to bardzo różnorodne, szczegółowo zarysowane grono. Nie ma tu stricte czarnych bądź białych charakterów – większość z nich to w pewnym zakresie indywidualiści z bogatą przeszłością i sporymi ambicjami. Główne bohaterki, Kirke Bloom i Pinsleep Wise, to złożone, silne osobowości. Umiejętność zachowania stalowych nerwów w niemal każdej sytuacji sprawia, że ich działania śledzi się z przyjemnością. Losy męskich postaci również przykuwają uwagę i są dość nieprzewidywalne, ale odniosłam wrażenie, że zostały opisane w bardziej ogólnikowy sposób, jakby ich los był nieco mniej ważny w kontekście całej historii. Myrton Grunwald jest odważny, zdeterminowany, ale uzależniony od alkoholu. Pomimo swojej złożoności, traci na wyrazistości w porównaniu do reszty swojej załogi i agresorów. Bardzo ciekawie i wiarygodnie zostały przedstawione reakcje ludzi na sekty, ich zagadkowość oraz obcość. Relacje między bohaterami wypadają całkiem nieźle i intrygująco, choć znacznie lepiej śledziło mi się ich samodzielne poczynania i monologi wewnętrzne.

W „Głębi. Skokowcu” jest sporo szczegółowych opisów różnych urządzeń i technologicznych określeń, ale nie przeszkadzało mi to w czytaniu. Język charakteryzuje barwność i prostota. Fabuła bywa nieprzewidywalna, nie brakuje pełnych akcji scen i odrobiny mrożących krew w żyłach momentów. Powieść ma świetny klimat, a wszystkie wydarzenia ładnie się ze sobą wiążą. Marcin Podlewski prowadzi narrację z kilku perspektyw, dzięki czemu czytelnik ma okazję lepiej poznać osobowość i punkt widzenia poszczególnych bohaterów. Rozdziały rozpoczynają się krótkimi fragmentami z dzieł wymyślonych na potrzeby uniwersum, co stanowi dodatkowy atut. Realia, w których toczy się historia, są świetnie wykreowane, wiarygodne, intrygujące, dokładnie omówione, ale jednocześnie pozostawiają odbiorcę głodnego nowych informacji, bo znajdzie się tu kilka niewyjaśnionych zjawisk i zagadnień – choćby tytułowa Głębia bądź nieznane fakty z Wojny Maszynowej. Połączenie postapokalipsy ze space operą okazało się w tym wypadku dobrym i przemyślanie rozwiniętym pomysłem.

Powieść Marcina Podlewskiego to obiecujący początek serii o przygodach ludzi w wyniszczonej przez wojny galaktyce. Uniwersum stworzone przez autora jest bardzo złożone i klimatyczne. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że kolejna część „Głębi” będzie co najmniej tak samo intrygująca. 



POLECAM: wielbicielom science fiction - zarówno tym początkującym, jak i zagorzałym, czytelnikom poszukującym rozbudowanego, oryginalnego uniwersum. 

NIE POLECAM:  osobom wrażliwym na dość szczegółowe, pełne technologicznych nawiązań opisy. 




Moja ocena:

8,5/10,    5










Za egzemplarz do recenzji dziękuję portalowi Bestiariusz




oraz wydawnictwu Fabryka Słów















sobota, 27 lutego 2016

Recenzja: "Inna dusza"

Tytuł: "Inna dusza"
Autor: Łukasz Orbitowski
Liczba stron: 432
Cena rynkowa: 39 zł
Wydawnictwo: Od Deski Do Deski
Premiera: 22 maja 2015
Opis wydawcy:

"Ale chyba są inne duchy, wiesz, takie, co żyją w człowieku obok tych naszych dusz, zwyczajnych. I czegoś tam sobie chcą. Niektóre są ciche, inne głośne. Wrzeszczą, hałasują. To jest nie do wytrzymania. Znaczy, tak mi się wydaje, że z takim duchem w środku strasznie ciężko żyć, zwłaszcza jak on chce czegoś, na co ty nie masz ochoty."

Miasto. Zniszczone, obdrapane i brudne kamienice. Zmęczeni ludzie w ubłoconych, wiecznie spóźnionych i zatłoczonych autobusach. Przygnębienie i pustka. I nagle w jednej głowie kiełkuje ta dziwna myśl, nieodparte pragnienie. Bez motywu, bez powodu, jak głód. Tak jakby ciało przejmowała inna dusza, która nakazuje to zrobić, i nie można od niej uciec.
Pewnego dnia miasto zatrzyma się przerażone zbrodnią.




Koszmarna rzeczywistość


Łukasz Orbitowski to uznany pisarz, publicysta i scenarzysta. Jest autorem powieści - m.in. "Horror show", "Tracę ciepło", "Szczęśliwa ziemia", zbioru opowiadań "Wigilijne psy", felietonów, które ukazywały się m.in. w Nowej Fantastyce i Noise Magazine. "Inna dusza", książka częściowo oparta na prawdziwych wydarzeniach, przyniosła mu Paszport Polityki 2015. Do sięgnięcia po nią skłonił mnie przede wszystkim intrygujący opis, informacja o inspiracji historią zbrodni, która rzeczywiście miała miejsce i liczne rekomendacje recenzentów. Zawsze lubiłam wzbudzające emocje, kontrowersyjne utwory, a dzieło Orbitowskiego właśnie takie mi się wydawało. Miałam nadzieję, że będzie jednocześnie dosadne, intrygujące i poruszające. Bardzo ciekawiło mnie to, jak przedstawiony zostanie zbrodniarz i jego najbliższe otoczenie. Czy lektura "Innej duszy" spełniła moje oczekiwania? 

Fabuła powieści skupia się na codziennym życiu rodzin trzech chłopców - Jędrka, Krzyśka i Darka. Najstarszy z nich, Jędrzej, mieszka w dość przyzwoitych, dostatnich warunkach. Jego rodzice to przeciętni ludzie, nieidealni, ale w miarę troskliwi i rozsądni. Dariusz również nie napotyka w swoim najbliższym otoczeniu większych problemów bądź uchybień. W najgorszej sytuacji jest Krzysztof, syn nieradzącego sobie w życiu, rozchwianego emocjonalnie alkoholika i zaszczutej, zmęczonej, godzącej się z patologiczną sytuacją matki. Wbrew pozorom, to właśnie Jędrek zdradza coraz bardziej niepokojące, agresywne skłonności. Stopniowo budzi się w nim coś na kształt tytułowej "innej duszy". Nastolatkowie przyjaźnią się, spędzają wspólnie czas, darzą się wzajemnym zaufaniem. Pewnego dnia nasz młody antybohater przekracza granicę dotychczasowego okrucieństwa, a większość jego praktycznie niepodejrzewających nic znajomych wciąż darzy go szacunkiem i sympatią. Z czasem Jędrzej dopuszcza się strasznych zbrodni, które szokują mieszkańców Bydgoszczy. Jak potoczy się los trójki przyjaciół? Do jakich czynów posunie się Jędrek? Jeżeli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania i na chwilę zanurzyć się w nostalgiczny, ponury klimat polskiego miasta lat dziewięćdziesiątych - zapoznajcie się z "Inną duszą".

Bohaterowie dzieła Łukasza Orbitowskiego są ciekawie wykreowani. Portrety psychologiczne Jędrka, Darka i Krzyśka są dokładne, szczegółowo zarysowane, bezkompromisowe i dość zaskakujące. Szara, ponura rzeczywistość, w jakiej przyszło im się obracać stanowi dla nich pewne wyzwanie, zwłaszcza, że są  w wieku, kiedy muszą popełniać decyzje mogące zaważyć na całej ich przyszłości - wybranym zawodzie, sposobie życia etc. Również postacie drugoplanowe, znajomi i bliscy chłopców fascynują odbiorcę swoją głębią, charakterem, specyficznym dla danej jednostki sposobem patrzenia na świat i zmagania się z problemami oraz przeżywania żałoby - m.in. poprzez nałogi, ucieczkę od rzeczywistości, pogodzenie się ze swoim losem, bunt. Relacje między poszczególnymi bohaterami prezentują się bardzo wiarygodnie, podobnie jak i reakcja otoczenia na wiadomość o popełnionych przez Jędrka przestępstwach.

"Inna dusza" to powieść realistyczna, poruszająca, zachwycająca swoją dosadnością, prostotą, klimatem. Naturalistyczne opisy zbrodni i miasta oddziałują na wyobraźnię, prezentując czytelnikowi przygnębiającą, nieco obskurną Bydgoszcz. Łukasz Orbitowski w mistrzowski sposób przedstawia sylwetki zwykłych ludzi, tak, że odbiorca chwilami wręcz nie może oderwać się od lektury, chłonąc każdą opisywaną scenę. Wątek kryminalny nie stanowi tu głównego elementu powieści, jest raczej jej zwieńczeniem. Zepsute, zagubione społeczeństwo, ludzkie ułomności, ignorancja, stereotypowe, egoistyczne myślenie, naiwność - to wszystko zostało podkreślone w książce Orbitowskiego, piętnując powszechne wady, pułapki, w które może wpaść każdy człowiek. Język powieści charakteryzuje spora ilość slangu, prostota, miejscami też wulgaryzmy. Świetnie dopełnia on charakterystykę bohaterów i ich otoczenie.

Powieść Łukasza Orbitowskiego zapamiętam jako wspaniałe, przejmujące, oryginalne i wartościowe dzieło, z pewnością kiedyś do niego wrócę. Uważam, że Paszport Polityki został przydzielony słusznie. Chętnie zapoznałabym się z innymi książkami tego autora.


POLECAM: wielbicielom oryginalnych, poruszających, realistycznych powieści z wątkiem kryminalnym.

NIE POLECAM: czytelnikom poszukującym książek lekkich, łatwych i przyjemnych, pełnych wartkiej akcji, osobom nadwrażliwym na dosadny język oraz brutalne, naturalistyczne opisy.




Moja ocena:

10/10,    6







Recenzja ukazała się dzięki współpracy z portalem Kostnica: http://www.kostnica.com.pl/innadusza.htm




Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Od Deski Do Deski


i portalowi Kostnica